Kontrowersyjny portret rodzinny

Iz.,
Wpisem o Vanessie Beecroft zmusiłaś mnie do napisania o jednej z moich ulubionych fotografujących artystek. Na Diane Arbus przyjdzie jeszcze czas, teraz poznaj proszę Sally Mann. A właściwie – jej dzieci:








Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony artystki.

Przed wystawą, na której pokazała 65 czarno-białych fotografii swoich dzieci (syna Emmetta i córek: Jessie i Virginii) Mann była już znana z tego, że chętnie fotografuje dzieci. Problem w tym, że jej zdjęcia nie przedstawiają dzieci takimi, jakimi chcą je widzieć rodzice, ale takimi jakimi . W 1988 roku, na potrzeby projektu At Twelve: Portraits of Young Women, Sally sfotografowała kilkanaście dojrzewających dziewczynek i pokazała, że te wyrośnięte dzieci, słodko-bezczelne podlotki mogą być samotne, przerażone, przestraszne, wyzywające.

Pokazywanie cudzych dzieci uszło jej na sucho, swoich – nie bardzo. Projekt Immediate Family wywołał skandal. Mann z miejsca oskarżono o szerzenie dziecięcej pornografii i wykorzystywanie dzieci na potrzeby chorych projektów artystycznych. Wielu sprawiedliwych chciało wtrącić ją do więzienia, bardziej miłosierni proponowali, że chętnie zajmą się wychowaniem skrzywdzonych dzieci Mann. Na szczęście instytucje sprawiedliwości nie zainteresowały się pierwszą propozycją, a artystka – drugą. Dzieci zostały przy matce: najmłodsza z ofiar matki-fotografki została prawniczką, średnia – modelką i, o zgrozo!, fotografką, a najstarsza (syn) – dołączyła dobrowolnie do Korpusu Pokoju i w krajach rozwijających się, w ramach „propagowania wiedzy o Stanach Zjednoczonych” być może opowiada o projektach artystycznych Sally.

Wiesz już, jak komentowali fotografie „inni”. Sama Sally próbowała tłumaczyć, że jej zdjęcia przedstawiają wakacyjną codzienność jej dzieci: bawią się, nudzą, pływają w rzece (zwykle nago), wygłupiają (czasem nago). I że te sprośności miały miejsce na farmie rodziny, na której, prócz nich, nie było w tym czasie żywego ducha (nawet obecny tam pies był już martwy i rozkładał się spokojnie na potrzeby innego projektu fotograficznego Mann). I że te fotografie nie mają nic wspólnego z dziecięcą pornografią, a ona sama, fotografując potomków, nie chciała stworzyć pożywki dla zainteresowanych sztuką pedofilii.

Mnie te zdjęcia zachwycają. Kojarzą mi się z tym, z powinno się kojarzyć dzieciństwo – z wolnością. I chciałabym kiedyś móc zrobić podobne własnym dzieciom. Mam tylko wątpliwości, czy pokazałabym te fotografie publicznie.

Ale – ona jest artystką, ona pokazała.

Iz., pornografia?

Kasia

Kasiu,
Nagość jak zwykle okazała się podejrzana.
Czasami aż dziw bierze, że kobiety nie rodzą w majtkach, a dzieci nie przychodzą na świat od razu w śpioszkach.
W ostatnich latach coś się jednak zmieniło. Kiedyś zakazana była nagość ludzi dojrzałych seksualnie, dzieci mogły liczyć na taryfę ulgową. Teraz jest na odwrót. Wiadomo dlaczego. Pedofile.

Większość rodziców fotografuje swoje nagie dzieci. A to w kąpieli, a to podczas przewijania. Czasami zamieszczają te zdjęcia w serwisach społecznościowych. Policja ostrzega – pedofile kradną takie zdjęcia i dołączają je do swoich kolekcji. Czy to oznacza, że rodzice zajmują się produkcją pornografii, a grzechotki i zasypki dla niemowląt stają się akcesoriami erotycznymi? Oczywiście, że nie.

W dziecięcej nagości nie ma nic złego, podobnie jak w kobiecych włosach nie mieszka szatan, a minispódniczka nie jest zaproszeniem do gwałtu. Tak, są ludzie, którzy odczuwają to inaczej, ale to raczej z nimi jest coś nie w porządku. To nie powód by pakować dzieci w czadory.
Zdjęcia Sally są piękne i nie tylko nie mają w sobie nic z pornografii, ale nie seksualizują dzieci. To znaczy nie nadają im tych cech osób dorosłych, które wiążą się z płcią i seksualnością.
Jak na przykład na zdjęciach ukraińskiego artysty Siergieja Bratkowa z cyklu Kids.


Te prace wywołały głębokie oburzenie.
A Siergiej wyjaśnił. To rodzice sami tak ubrali swoje dzieci. Myśleli, że będą miały lepsze szanse na castingu. Że lepiej się sprzedadzą. Dzieci też wiedziały, jak trzeba pozować. I wyszło, jak wyszło.

I tu Siergiej Bratkow utrafił w samo sedno. To nie beztroskie bieganie z gołą pupą po łące odbiera dzieciom dzieciństwo.
Dzieciństwo niszczą: buty na obcasie dla 5-latek, szminka i trwała ondulacja, staniki u dziewczynek, którym piersi zaczną rosnąć dopiero za 10 lat, rajtuzy-kabaretki i wszelkie ubranka, które dzięki marszczeniom i zakładkom sugerują istnienie kształtów, jakich małe dziewczynki nie mają.
I mają pełne prawo nie mieć.
Iza

Reklamy
Poprzedni wpis
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: